sobota, 9 czerwca 2012

Prolog

Szatynka patrzyła uważnie na swoje odbicie w lustrze. Długie włosy w odcieniu mahoniu i wielkie zielone oczy czyniły z niej prawdziwą piękność, jednak jej nie obchodzili chłopcy. Jeden z nich zranił ją. Jej brat. Jej starszy o trzy lata brat Louis. Wyjechał rok temu i ani razu się nie odezwał, a byli jak najlepsi przyjaciele. Zawsze się wspierali, lubili te same rzeczy, byli nierozłączni. Teraz jednak Lea się zmieniła. Zamknęła się w sobie. Kiedy nie miała oparcia w nim była słaba, dlatego ignorowała innych. Ubierała się i zachowywała jak każdy inny, ale złamane serce w środku krzyczało. Jej ból pragnął ujścia. W łzach, w krzyku... Jakkolwiek... Ona jednak potrafiła tłumić w sobie emocje. Tylko Louis mógł ją odmienić. Louis i ewentualnie Lena. Jej młodsza o rok siostra i najlepsza przyjaciółka. Były kompletnym przeciwieństwem, ale rozumiały się świetnie. Były swoimi powierniczkami. Całe Doncaster kibicowało Louisowi. Chłopak był teraz sławny. Pod ich domem zbierały się tłumy. Mama odganiała ich za dnia, ale w nocy płakała. Wszystkim brakowało najstarszego z rodzeństwa. Jeszcze gorzej było, kiedy trzy miesiące po wyjeździe Tomlinsona, wyprowadził się również ojciec. Głowa rodziny. Wtedy wszystkie trzy płakały jeszcze bardziej, ale tylko Lana robiła to otwarcie. Zarówno pani Tomlinson i Lea płakały cicho, w ukryciu, w nocy...
Teraz szatynka lustrując siebie w lustrze, dziwiła się. Jak w ciągu roku mogła tak bardzo się zmienić? Niby te same brązowe włosy i te same szmaragdowe oczy, ale to wszystko już było inne. Blask w oczach przygasł, a tęczówki i źrenice mierzyły każdego z wrogością. Włosy niegdyś rozpuszczone i delikatnie falowane, teraz proste jak bezlitosne brzytwy i spięte w wysoki kucyk. Westchnęła i po raz pierwszy od dawna pozwoliła puklom opaść na plecy. Zbuntować się. Sięgnęła po rączkę walizki. Bezgłośnie zniosła ją na dół. Tam w samochodzie już czekała Lena. Płakała. Kolejny cios prosto w rozbite zbyt wiele razy. Ostateczny. Niby nic, ale jednak coś... Tym razem matka... Nie wiedziały co się działo. Popadła w alkoholizm? Zazwyczaj na kilometr czuć było od niej alkoholem. Jednak nie tym razem. Kobieta siedziała na przednim siedzeniu vana i wpatrywała się w jezdnię. Kiedy usłyszała trzask drzwi uruchomiła silnik, który zakrztusił się i zaczął pracować. Nie minęło pół godziny, a już żegnały się. Lea nie pamiętała prawie nic. Czuła tylko ból po ranie zadanej przez kolejną bliską sercu osobę. Widziała tylko oddalający się dworzec. Słyszała tylko płacz siostry...

2 komentarze:

  1. świetne xd
    czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Żal mi jej.A rozdział ojejku że tak świetny<3:]

    OdpowiedzUsuń